Ludzie wrażliwi w czasach burzliwych zmian

Przbodźcowani

Każdy człowiek odczuwa emocje, jednak nie każdy odczuwa je w ten sam sposób.

Są ludzie, którzy są uwrażliwieni mocniej niż przeciętnie- empaci.
To również ja- my odczuwamy wszystko dużo intensywniej niż inni ludzie, także cudze emocje.

Emocje to energia, która po prostu istnieje, a ja ją czuję. Nie potrafię wybierać co czuję.
Mogę za to decydować, jak reaguję na odczuwane emocje.

Czasem jednak o tym zapominam- przecież winą za kiepskie samopoczucie łatwiej jest obarczyć kogoś innego niż zdystansować się do niewygodnych emocji, które odczuwam oraz myśli, które z nimi przychodzą.

Czasem mam cięższy dzień, bywa, że naprawdę ciężki. Rzadko jednak przyczyną są zdarzenia, a raczej to, że w głowie kipi mi od natłoku myśli niepotrzebnych, niechcianych, męczących.
Nie raz znalazłam się w tej kipieli, przyczyny były różne, skutek jednakowy- po prostu wydawało mi się, że jest tak źle, że więcej nie zniosę, nie wytrzymam i już nie dobrnę do końca dnia…
Jednak zawsze kiedy zbliżyłam się do tej niebezpiecznej granicy, następował jakiś zwrot na lepsze. Nawet, jeśli był to po prostu życzliwy uśmiech nieznajomego człowieka napotkanego na ulicy.

Co by się stało gdybym nie dała sobie tej szansy, poddała się i przestała “brnąć” przez kolejne godziny ciężkiego dnia lub przez kolejne dni ciężkich okresów?
Jutro mogłoby już się dla mnie nie wydarzyć.

Mam nadzieję, że każdy z nas potrafi znaleźć w sobie siłę, żeby nie tylko przebrnąć przez trudny czas, ale i wyjść z tego z nowymi lekcjami i w końcu podniesionym czołem.

Odnalezienie tej siły jednak nie zawsze jest łatwe. Ja wierzę w opiekę Siły Wyższej, i że nie będę wystawiona na więcej niż mogę znieść.
Czasem muszę tylko wycofać się w odpowiednim momencie- wycofać własny umysł, uspokoić myśli, a gdy to nie wystarczy, zmienić okoliczności, w których przebywam.

„Nie obniżamy lotów myślenia, wznosimy się ponad nie”

Im trudniejsze emocje, tym więcej myśli, im więcej myśli, tym te emocje mocniejsze i tym silniej identyfikujemy się z nimi. Taka spirala może kręcić się długo, aż do bólu.

Czy poczucie przytłoczenia brzmi dla Ciebie znajomo?

Mam na to swój sposób:

Kiedy czuję się przytłoczona po prostu zaczynam odejmować wszystko, co NIE dzieje się w danej chwili.

Nie rozpamiętuję przeszłości, i tak jej nie zmienię. Nie wybiegam też myślami w przyszłość – jeszcze tam nie jestem, nawet jeśli to przyszłość oddalona tylko o godzinę.

Czasem zapominam jaki spokój oraz efektywność w codziennym życiu wynika ze skupienia na danej chwili i jedynie na tym, co akurat robię.

Jak na ironię, poczucie przytłoczenia pomaga mi przypomnieć sobie o tym.

Wtedy czuję się tak źle, że nie mam innego wyjścia- zaczynam obserwować własne myśli zamiast ślepo za nimi podążać, staram się akceptować, że są, skupić na oddechu i tym, co robię w danym momencie.
To pomaga mi uspokoić się i wyciszyć umysł.

Jak już odejmę wszystko, poza tym, co jest w danym momencie, często okazuje się, że przychodzą do mnie odpowiedzi na pytania i rozwiązania problemów, z którymi wcześniej nie mogłam sobie poradzić. Sprawy stają się chociaż trochę prostsze, a sytuacja, choćby trudna, nie taka zła, jak mi się zdawało.

Gniew, a poczucie przytłoczenia

Gniew jest dla mnie emocją najtrudniejszą do odczuwania.
Często idzie w parze ze strachem.
Razem wiążą paskudne supły na jelitach, plączą z nimi żołądek i ogólnie sprawiają, że wszystko mnie przerasta, przytłacza, zaczyna się wylewać przez czubek głowy…

W ubiegłym tygodniu czułam tego dużo.

Mimo narzędzi, które znam- medytacji, pływania, treningu siłowego, modlitw, oddechu, spacerów, zimnych kąpieli, podróży w znane i nie-znane, rozmów, izolacji i pisania, gniew nie ustawał, a ja miałam wrażenie, że za chwilę coś we mnie eksploduje i wyleje się na zewnątrz.

Dopiero, kiedy poczułam się wykończona, przypomniałam sobie, że jeszcze nie spróbowałam jednego-
przestać starać się zmienić to, co odczuwam i przyznać otwarcie, że nie mam na nic siły, muszę odpocząć, odizolować się od wszystkiego.

Przypomniałam sobie, że mogę przestać „stawać na wysokości zadania” wykonując codzienne obowiązki.
Wytłumaczyłam, jak się czuję i usunęłam na bok (dokładnie zamknęłam się sama w aucie i przestałam robić cokolwiek).

Emocje opadły, a wraz z nimi poczucie przytłoczenia i bezsilności. Popłynęły łzy. Wreszcie przyszedł spokój i odzyskałam klarowność myśli.

Gniew nie jest „zły”, przynosi zmiany, często pozytywne, ale te mają miejsce dopiero, gdy ucichnie.
Często wzmaga też moją kreatywność- pisanie przynosi ukojenie, nawet jeśli na początku miałyby to być głównie przekleństwa, w końcu zaczyna przebijać się przez nie moja wewnętrzna prawda.

Emocje, które odczuwam, nie zawsze są moje

Jeszcze nie tak dawno, pomyślałabym, że ten gniew, czy strach odnosi się jedynie do mojego obecnego życia- na przykład powodowany jest przez traumy, które w sytuacji „zapalnej” wypłynęły właśnie na zewnątrz lub przez silne zmęczenie.

Później zorientowałam się, że czuję także cudze emocje- na przykład ludzi z bliskiego otoczenia, tych, z którymi rozmawiam lub po prostu osób, z którymi jestem w jakiś sposób związana.

Teraz wiem także, że gniew lub strach to emocja, która może odzwierciedlać to, co dzieje się w większym wymiarze– globalne zjawiska i zdarzenia na Ziemi, którym towarzyszą niespokojne nastroje społeczne.

Burze przynoszą zmiany, często zmiany pozytywne.

Musimy tylko przetrwać te burze i dać sobie szansę, żeby jutro było lepsze. Czasem, żeby jutro w ogóle się wydarzyło…

Jeśli jesteś człowiekiem mocno wrażliwym, masz też siłę, by temu sprostać. Pamiętaj o niej.
Szukaj jej i ją pielęgnuj!

Cytat „Nie obniżamy lotów myślenia, wznosimy się ponad nie” pochodzi z książki “Strażnicy istnienia”, Eckhart Tolle , Patrick McDonnell

Świadome życie

„Prości” ludzie to ludzie wolnego ducha. To ci, którzy nie są oszołomieni gonitwą za marami, zaślepiającymi innych, ale dostrzegają w życiu, wewnątrz siebie prawdę.

Po co mi to całe “grzebanie” we wnętrzu, w emocjach, te wszystkie trudy ścieżki rozwoju osobistego i duchowego?

-Ania, ale po co Ty to robisz?
Pytała moja mama.

Odpowiadałam, że taka jestem, to naturalna część mnie i zajmuje mnie każdego dnia, że mam poczucie misji do wykonania.

Teraz przypomniałam sobie jak było kiedyś- te wszystkie dna i cierpienie przez które przeszłam i to, jak różne sprawy i zewnętrzne czynniki miotały mną w górę, dół, lewo, prawo, wirowałam w życiu niesiona tajemniczą” burzą niczym bezbronny listek, który był zbyt słaby, by utrzymać się silnego trzonu całości.

Uwolniłam sztorm szalejący wewnątrz mnie i skruszyłam skorupy, które go utrzymywały.
Cały zagrzebany ból, brak wiary w siebie i przekonanie, że nie jestem wystarczająco dobra, by zasługiwać na to, co w życiu dobre, zostały wydobyte na zewnątrz, ujawnione.
Sztorm ucichł.

Proces na pewno trwa, z doświadczenia wiem, że zawsze jest w nas coś do “uleczenia” – nie wiem, czego nie wiem.
Chcę wiedzieć tyle, ile mogę strawić w danym momencie.

Korzyści, których już teraz doświadczam z całego procesu zmian są znaczne. Praca nad redakcją własnej książki o tym procesie pozwoliła mi te korzyści zobaczyć.
Najważniejszą jest bardziej Świadome życie.

Nie miotają mną „nieznane siły”, inni nie “sprawiają”, że ja się czuję tak, czy tak.
To ja wybieram i decyduję, świadomie.

Zdecydowanie wzrosła moja stabilność emocjonalna, wewnętrzna siła, zaufanie do samej siebie.

Mam większy dystans do swoich myśli i siebie.
Nie ma na mnie wpływu, co mówią, czy myślą o mnie inni.
Nie muszę też analizować myśli typu “co ja jej wczoraj powiedziałam, głupio zrobiłam”.

Pozbyłam się wielu ograniczających (i to bardzo) przekonań i rozumiem, że to co mówi mój umysł niekoniecznie jest prawdą.
Staram się budować te przekonania, które mnie wzmacniają.

Wierzę, że sprawy nie toczą się przypadkowo lub są pozbawione sensu.

W moim życiu było wiele trudu i bólu, teraz odczuwam w nim więcej lekkości, radości i spokoju.

To tylko kilka korzyści trudnego procesu budzenia świadomości, ale dzisiejszy post postanowiłam uczynić lżejszym po ostatnich kilku, które “ważą” więcej.

Życzę Ci dnia pełnego radości!